Produktywność jest łatwa do zdefiniowania, ale trudna do obliczenia. W ekonomii reprezentuje związek między tym, co produkujesz, a tym, czego potrzeba, aby to wyprodukować. Pomyśl o tym jak o „tabeli wyników” wydajności. Bierzesz całkowitą produkcję określonej kategorii produktów i dzielisz ją przez całkowitą liczbę potrzebnych nakładów, takich jak praca lub surowce. Wynikiem jest średnia, która pokazuje, jaką wartość otrzymujesz za każdą wydaną jednostkę zasobu.
Do mianownika tego równania można podstawić prawie wszystko. To nie muszą być tylko ludzie. Możesz mierzyć produktywność ziemi, kapitału lub określonych paliw. Możesz nawet łączyć zasoby, aby zobaczyć, jak praca i kapitał współdziałają. Kiedy weźmiesz pod uwagę wszystkie czynniki razem, masz do czynienia z produktywnością całkowitą lub wieloczynnikową. Zmiany tego konkretnego wskaźnika w czasie pokazują oszczędności netto w zasobach na jednostkę produkcji. Odzwierciedla to wzrost wydajności produkcyjnej.
Ekonomiści czasami nazywają to „resztką”. Dlaczego? Ponieważ ujmuje tę część wzrostu produkcji, której nie można wyjaśnić zwykłym dodaniem zmierzonych danych wejściowych. To jest tajemnicza część wzrostu. Tymczasem miary produktywności prywatnej patrzą na produkcję w odniesieniu do pojedynczego zasobu. Wskaźniki te nie są jednak dokładne. Odzwierciedlają zmiany efektywności, ale pokazują także substytucję. Na przykład, jeśli zastąpisz pracę dobrami kapitałowymi lub energią, relacja się zmieni. Ta zmiana nie polega tylko na ulepszeniu, ale także na zmianie tego, czego używasz.
Dlaczego praca dominuje w pomiarze produktywności
Praca jest najczęściej używanym czynnikiem w obliczeniach produktywności. Jest to wybór domyślny z dwóch głównych powodów. Po pierwsze, koszty pracy stanowią stosunkowo dużą część kosztów większości produktów. Po drugie, liczenie ludzi jest łatwiejsze niż mierzenie kapitału.
Jeśli liczysz tylko głowy, ignorujesz różnice w umiejętnościach i intensywności pracy. Ale często to wszystko, co można łatwo zrobić. Statystyki dotyczące zatrudnienia i godzin pracy są łatwo dostępne. Często trudno jest uzyskać dane dotyczące innych czynników wytwórczych. To stwarza stronniczość. Termin „wydajność pracy” nie oznacza, że za zmiany wskaźnika odpowiedzialna jest wyłącznie praca. Tak, zwiększoną wydajność na jednostkę pracy można powiązać z lepszą wydajnością człowieka. Ale może to również nastąpić z powodu maszyn, technologii lub innych zmiennych.
Istnieje głębszy powód, aby skupiać się na pracownikach. Ludzie są zarówno środkiem, jak i celem produkcji. Produkujemy rzeczy, ale konsumujemy także poziom życia stworzony przez produkcję. Ta podwójna rola sprawia, że produktywność pracy jest głównym wskaźnikiem zrozumienia dobrobytu gospodarczego.
Zmieniająca się rola ziemi i kapitału w gospodarce
Produktywność ziemi była kiedyś królem. W czasach starożytnych i przedindustrialnych produkty glebowe stanowiły większość całkowitej produkcji. Jeśli twoja gleba była nieurodzajna, byłeś biedny. Związek między ziemią a poziomem życia był bezpośredni. Dziś to połączenie jest słabsze. Nie wierzymy już, że dobrobyt gospodarczy kraju jest koniecznie powiązany z możliwościami produkcyjnymi jego gleby.
Nowoczesne metody rolnicze zwiększyły potencjał produkcyjny gleby. Nie jest to naprawione. Industrializacja zmniejszyła także zależność człowieka od rolnictwa. Możliwości handlowe umożliwiły krajom o ograniczonych zasobach rolnych przezwyciężenie tych niedogodności. Nie potrzebujesz żyznej gleby, aby być bogatym, jeśli masz handel i przemysł.
Produktywność kapitału to inna historia. Ekonomiści od dawna interesują się roślinami, sprzętem, narzędziami i innymi środkami fizycznymi. Jednak faktyczny pomiar tego wskaźnika to niedawne osiągnięcie. Lepsza sprawozdawczość statystyczna i dostępność danych w rozwiniętych krajach uprzemysłowionych, zwłaszcza po drugiej wojnie światowej, pobudziły systematyczne wysiłki. Postęp w tym kierunku jest ograniczony w porównaniu z wydajnością pracy. Trudności teoretyczne i praktyczne są znaczne.
„Reszta odzwierciedla tę część wzrostu produkcji, której nie można wytłumaczyć wzrostem mierzonych zasobów”.
Jak interpretować dane dotyczące wydajności, aby podejmować lepsze decyzje
Kiedy patrzysz na liczby dotyczące wydajności, musisz wiedzieć, co dokładnie nimi kieruje. Zwiększona produktywność może oznaczać, że pracownicy są bardziej wykwalifikowani. Może to jednak oznaczać, że mają lepsze narzędzia. Może to jednak oznaczać, że pracują mniej, ponieważ ciężkie prace wykonują maszyny. To rozróżnienie ma znaczenie.
Dla właścicieli firm i decydentów te relacje nie mają jedynie charakteru akademickiego. Sygnalizują, skąd bierze się wzrost wydajności. Jeśli całkowita produktywność czynników produkcji wzrośnie, uzyskasz większą wydajność bez konieczności poświęcania większej ilości zasobów na rozwiązanie problemu. Jest to rodzaj wzrostu, który się utrzymuje. Jeśli widzisz tylko zyski z pracy, musisz zapytać, czy jest to skalowalne. Czy możesz szkolić pracowników w nieskończoność? Czy możesz dalej dodawać osoby?
Zrozumienie tych mechanizmów pomaga określić, gdzie inwestować. Czy jesteś ograniczony kapitałem? Czy w Twojej branży grunty stanowią problem? Dane ci to powiedzą. Ale musisz je poprawnie przeczytać. Liczby nie kłamią, ale nie mówią po angielsku. Potrzebują kontekstu.
Dlaczego wydajność pracy determinuje Twój realny dochód
Wynagrodzenia nie istnieją w próżni. Śledzą, jaką wartość tworzy jeden pracownik. Jeśli wykluczymy kapitał, ziemię i inne czynniki, poziom płac jest równy całkowitemu produktowi narodowemu podzielonemu przez liczbę pracowników. To jest dosłownie definicja produktywności.
Wysoka produktywność oznacza więcej towarów i usług na pracownika. Oznacza to również potencjał wyższych dochodów realnych. Kraje o wysokich płacach realnych prawie zawsze charakteryzują się wysoką wydajnością pracy. Natomiast niskie płace zwykle sygnalizują niską produktywność. Zależność jest tutaj bardzo bliska.
Jak industrializacja przyczyniła się do wzrostu produktywności
Przejście z gospodarki o niskich dochodach do gospodarek o wysokich dochodach nie było napędzane przez rolnictwo. Kierował nim przemysł.
Pod koniec XVIII i na początku XIX wieku rewolucja przemysłowa po raz pierwszy dotknęła określone sektory:
– Tkanie wełny i bawełny
– Produkcja energii
– Obróbka metali
– Inżynieria mechaniczna
Nowe procesy stworzyły nowe produkty. Nowe produkty utworzyły nowe gałęzie przemysłu. Rezultatem był ogromny skok wydajności pracy, który wykładniczo zwiększył produkcję.
To nie jest liniowa, gładka krzywa. Zmiany technologiczne są nieregularne. Niektóre sektory szybko się rozwijają. Inni pozostają w tyle lub upadają. Ogólna średnia krajowa maskuje tę różnorodność, ponieważ wysokie stawki w niektórych branżach równoważą niskie stawki w innych.
Dlaczego wzrost produktywności na pozór wydaje się stabilny
Postronnemu obserwatorowi wzrost produktywności wydaje się stabilny. Różni się ona w węższych granicach, niż sugeruje rozpiętość wskaźników pomiędzy poszczególnymi branżami. Ale pod powierzchnią są przypływy i zastoje.
Skoki mają miejsce, gdy podstawowe zmiany technologiczne rozprzestrzeniają się na wiele branż. Historyczne przykłady obejmują:
– Silnik parowy
– Silnik benzynowy
– Silnik elektryczny
– Standaryzacja części
– Piec martenowski w przemyśle stalowym
– Kolej parowa
Cisza pojawia się, gdy innowacje wygasają. Średnie tempo spada.
„Gwałtowny wzrost innowacji oszczędzających pracę spowoduje wzrost ogólnej średniej stopy procentowej, podczas gdy zastój technologiczny obniży średnią stopę”.
Jak czytać dane sektora
Patrzenie tylko na średnią krajową oznacza chybienie sedna. Wzrost można lepiej zrozumieć, badając względny wkład poszczególnych branż. Musisz przyjrzeć się, dlaczego produktywność zmieniła się w każdym konkretnym sektorze.
Czy to nowa technologia? Zmiana procesu? Zmiana asortymentu produktów?
Zrozumienie tych szczegółowych czynników ma znaczenie. To pokazuje, skąd nadejdzie kolejna fala wzrostu zysków. Zwraca także uwagę na te sektory, które utknęły w pułapkach niskiej produktywności.
Dane nie kłamią, ale nie opowiadają wszystkiego, dopóki nie podzielisz ich na branże.
Jak miary wyników wpływają na płace i planowanie
Produktywność to coś więcej niż liczba na stole. Służy jako miara efektywności planowania gospodarczego. Gdy konieczne jest przewidzenie kierunku, w jakim zmierza gospodarka, analizuje się produkcję na pracownika lub na maszynę. Kryterium to wyznacza punkt odniesienia. Określa także wysokość wynagrodzenia. Jeśli fabryka działa w systemie akordowym, wydajność pracy jest jedynym czynnikiem determinującym płace. Ocenia pracowników wykonujących podobne zadania. Sygnalizuje maszyny, które wkrótce się zepsują.
Kraje znajdujące się w procesie rozwoju w różny sposób wykorzystują te wskaźniki. Koncentrują się na docelowych poziomach wydajności. Przewidują wzrost siły roboczej. Rozumieją związek między ilością kapitału przypadającą na jednego pracownika a wielkością produkcji. Pomaga im to oszacować, ile inwestycji kapitałowych będzie wymaganych, aby osiągnąć te cele. Pomaga także oszacować przyszłą dostępność pracy. Jeśli znany jest prawdopodobny roczny wzrost wydajności pracy i prawdopodobny roczny wzrost produkcji, możemy oszacować, ile nowych miejsc pracy zostanie otwartych.
Alokacja zasobów następuje po tych zmianach. Zasoby kierowane są tam, gdzie są najbardziej produktywne. Wraz ze zmianą wydajności w czasie zmienia się również sposób ich użytkowania. Zwiększona produktywność pracy oznacza, że do wytworzenia jednostki produkcji potrzeba mniej pracowników. Prowadzi to do ograniczenia popytu na pracę. Ale sprawia również, że siła robocza jest tańsza w porównaniu z innymi czynnikami produkcji. Dlatego też istnieje tendencja do zastępowania pracy innymi czynnikami.
Kiedy koszty pracy stanowią znaczną część kosztów całkowitych, wzrost wydajności powoduje obniżenie ceny produktu. Niższe ceny zwiększają sprzedaż. To z kolei ponownie zwiększa popyt na pracę.
Wynik końcowy jest złożony. Zależy to od sumy wszystkich tych indywidualnych efektów. Nie ma nic niezwykłego, jeśli przeważają efekty ekspansji. Wielu ekonomistów uważa, że jest to normalny wynik.
Dlaczego wzrost produktywności zwalcza inflację
W dłuższej perspektywie realne przeciętne płace rosły mniej więcej w tym samym tempie, co wydajność pracy. Zależność ta utrzymuje się tak długo, jak udział pracy w kosztach całkowitych pozostaje stabilny. Jeśli dochód nominalny rośnie szybciej niż produktywność, koszt pracy na jednostkę produkcji wzrasta. Ceny również wzrosną, chyba że w celu kompensacji obniży się marże zysku.
Ogólnie rzecz biorąc, wraz ze wzrostem ogólnej wydajności ceny rosną wolniej niż stawki płac i ceny innych czynników produkcji. Wzrost produktywności jest czynnikiem antyinflacyjnym. Inflacja jest przede wszystkim zjawiskiem monetarnym, ale produktywność pozwala ją kontrolować.
Istnieje znacząca ujemna korelacja pomiędzy względnymi zmianami produktywności i cen w różnych branżach. Kiedy wydajność rośnie, cena ma tendencję do spadania. W branżach o wysokiej elastyczności cenowej popytu istnieje również pozytywna korelacja między produktywnością a produkcją. Gdy produktywność wzrasta, produkcja ma tendencję do wzrostu. Jest to cykl interaktywny. Niższe ceny stymulują większy popyt. Zwiększanie produkcji pozwala na osiągnięcie korzyści skali. Te oszczędności skali z kolei jeszcze bardziej zwiększają produktywność.
Jak substytucja kapitału wpływa na trendy w zatrudnieniu
W gospodarkach dynamicznych podaż kapitału rosła szybciej niż siła robocza. Stawki płac rosły także szybciej niż cena kapitału. Stwarza to wyraźną tendencję do zastępowania pracy kapitałem w niemal wszystkich gałęziach przemysłu.
Czy to oznacza masowe bezrobocie? Nie. Nie zaobserwowano długoterminowej tendencji wzrostowej bezrobocia. Realny zagregowany popyt rósł na tyle szybko, że wchłonął wzrost siły roboczej. Cykliczne wahania produkcji i zatrudnienia w krajach kapitalistycznych nie są wynikiem technologicznego przemieszczenia siły roboczej. Odzwierciedlają zmienne makroekonomiczne, takie jak wzrost podaży pieniądza, które wpływają na zagregowany popyt.
Technologia zmienia strukturę. Niekoniecznie powoduje to, że ciasto jest mniejsze. Podaż pieniądza określa, jaka część ciasta zostanie zjedzona.
Jak ilość i jakość kapitału współdziałają, aby zapewnić produkcję
Przestań myśleć o produktywności jak o pojedynczym pokrętle, którym możesz obracać. To jest system. Obejmuje ona pracę, ziemię, surowce, wyposażenie kapitałowe i środki mechaniczne. Równie ważne jest wykształcenie siły roboczej, stosowane technologie i organizacja produkcji. Nawet postawy kulturowe i stan psychiczny menedżerów i pracowników kształtują wynik.
Zmienne te nie istnieją w izolacji. Wchodzą w interakcję. Kraj o wysokiej produktywności zwykle ma jednocześnie zaawansowaną technologię, wykwalifikowanych pracowników, wystarczający kapitał i szczupłą organizację. Kraj o niskiej produktywności zwykle cierpi na deficyty na wszystkich frontach. Ekonomiści postrzegają te czynniki jako układ równoczesnych równań. Żadna pojedyncza zmienna nie ma priorytetu przyczynowego. Działają jednocześnie, tworząc wynik.
Dlaczego technologia i akumulacja kapitału dominują w długoterminowym wzroście
Rozpatrując zmiany w czasie, wyróżniają się dwa czynniki: zmiana technologiczna i akumulacja kapitału. Wszystko inne z reguły odgrywa podrzędną, pasywną rolę. Dlaczego? Ponieważ znaczny wzrost produktywności wymaga nowej wiedzy i narzędzi fizycznych, które ją ucieleśniają.
Wraz z rozwojem technologii poprawia się jakość kapitału. Zwykle wiąże się to z podwyższeniem kapitału przypadającego na jednego pracownika. Rodzaje surowców mogą się zmieniać: konieczne stają się wyższe gatunki lub możliwe są niższe gatunki. Metody produkcji się zmieniają. Choć przejście z ziemi do fabryki było często obarczone trudnościami, a postęp technologiczny sprawił, że praca stała się bardziej monotonna, dominującym trendem było skracanie czasu pracy i zmniejszanie ciężaru pracy.
Reorganizacja pracy lub przezwyciężenie ograniczających postaw może przynieść dramatyczne rezultaty w perspektywie krótkoterminowej. Ale te wyniki są ograniczone. Nie są to silniki zrównoważone. Tylko technologia i kapitał mogą osiągnąć dużą, systematyczną i praktycznie nieograniczoną poprawę produktywności.
Malejące zyski z prostej akumulacji kapitału
Na tym polega kompromis. Samo dodanie większej liczby tego samego sprzętu nie spowoduje proporcjonalnego wzrostu produkcji na zawsze. Jeśli będziesz dodawać identyczne narzędzia, osiągniesz punkt, w którym produkcja na pracownika przestanie rosnąć. W końcu spada.
Spadek ten jest odległy w przypadku gospodarki o wysokim poziomie wiedzy technicznej, ale z poważnymi niedoborami kapitału. Jest to jednak ostateczna nieuchronność. Droga do zbawienia to zmiana jakościowa. W miarę rozwoju wiedzy i umiejętności narzędzia kapitałowe ulegają poprawie. Pozwala to na ciągłą ekspansję bez uderzania w ścianę malejących zysków. Dane dotyczące szerokiego zakresu sektorów pokazują przybliżoną korelację między wzrostem kapitału na pracownika a wzrostem wydajności pracy. Kluczem jest nie tylko więcej kapitału, ale lepszy kapitał.
Pomiar wydajności: złożoność kompromisów między kosztami a korzyściami
Przed analizą trendów należy zmierzyć współczynnik. To trudniejsze, niż się wydaje.
Szacunki produktywności opierają się na pomiarach wyjściowych i wejściowych. Obydwa komponenty wiążą się z wyzwaniami i ograniczeniami. Wynik nie zawsze jest pojedynczą, wyraźną liczbą. Koszty są jeszcze bardziej złożone, ponieważ próbujesz określić ilościowo łączne efekty pracy, kapitału, materiałów i organizacji. Uzyskane szacunki są przybliżeniami, a nie prawdą absolutną.
Zrozumienie tych ograniczeń pomiarowych jest niezbędne. Bez tego dane dotyczące trendów wydajności są jedynie szumem.
Dlaczego wyceny oparte na danych wejściowych zniekształcają wyniki w sektorze usług
Problem pomiaru pogłębia się przy przechodzeniu od dóbr materialnych. W większości krajów dane dotyczące ilości i cen w sektorach finansowym i usługowym po prostu nie są dostępne. Dlatego analitycy sięgają po uproszczenia. Szacują zmiany w produkcji poprzez analizę zmian w danych wejściowych.
To zły interes z punktu widzenia matematyki wydajności.
Jeśli wnioskujesz o produkcji na podstawie nakładów, sztucznie zaniżasz rzeczywistą produkcję sektora usług. To tendencja spadkowa rozprzestrzenia się dalej, sprawiając, że cała gospodarka wydaje się mniej wydajna, niż jest w rzeczywistości. Tych wskaźników proxy nie można używać do ścisłego pomiaru wydajności. To są przybliżenia, a nie fakty.
“Uzyskane w ten sposób wyniki nie nadają się do pomiaru wyników. Wprowadzają odchylenie w dół w szacunkach rzeczywistego produktu i produktywności w sektorze usług.”
Zmiany w jakości jeszcze bardziej komplikują sprawę. Kiedy produkt staje się lepszy, jego cena zwykle rośnie. Jeśli mierzysz tylko objętość fizyczną, tracisz wartość dodaną stworzoną przez to ulepszenie. Widzisz wyższy koszt jednostkowy i mylisz go z inflacją, a nie z postępem. W przypadku obiektów wykonywanych na zamówienie, takich jak budynki, w ostatnich latach udoskonalono metody pomiaru. Jednak w przypadku towarów niemarketingowych, takich jak usługi rządowe lub praca domowa, nadal trzeba polegać na danych wejściowych. Z tego powodu oceny wyników ograniczają się zwykle do prywatnego sektora przedsiębiorstw. To jedyne miejsce, w którym dane mogą wytrzymać ścisłą kontrolę.
Jak zmiany w jakości siły roboczej zniekształcają surowe dane dotyczące zatrudnienia
Siła robocza wydaje się prosta. Policz ludzi. Albo, jeszcze lepiej, policz przepracowane godziny. Jednak dane rzadko odzwierciedlają to, co faktycznie dzieje się na hali produkcyjnej. Większość oficjalnych wskaźników uwzględnia godziny płatne, a nie godziny przepracowane. W miarę wydłużania się płatnego urlopu i dni odpoczynku różnica między nimi rośnie. Jeśli korzystasz z godzin rozliczanych, zawyżasz rzeczywistą ilość wykonanej pracy.
Co gorsza, standardowe oceny traktują wszystkich pracowników jako identycznych. Nie różnicują pracowników według poziomu umiejętności, branży czy zawodu. Ekonomiści akademiccy sprzeciwiają się takiemu podejściu. Ważą siłę roboczą według zawodu i branży, stosując średnie wynagrodzenie w okresie bazowym jako wskaźnik wartości. Jest to ważne, ponieważ skład siły roboczej zmienia się z biegiem czasu.
Poziom edukacji rośnie. Nauka się poprawia. Doświadczenie się gromadzi. Pracownik w 2024 r. to nie ta sama jednostka ekonomiczna, co pracownik w 1984 r. Jeśli zważysz siłę roboczą według tych czynników jakości, łączna liczba wzrośnie w stosunku do liczby nieważonej. Różnica między tymi dwoma miarami pokazuje, w jakim stopniu wzrost produktywności wynika z mądrzejszej, lepiej wyszkolonej siły roboczej. Ignorowanie tej zmiany przesłania kluczowy czynnik wzrostu gospodarczego.
Zasoby kapitału, wskaźniki wykorzystania i pułapka wartości
Ogólnie zakłada się, że nakłady kapitałowe zmieniają się zgodnie z rzeczywistymi zapasami budynków, sprzętu, zapasów i zasobów naturalnych. Analitycy ważą te aktywa na podstawie ich stóp zwrotu w okresie bazowym. Stawka ta pełni rolę wskaźnika wydajności.
Ale jest tu pułapka. Jeśli nie poprawisz danych pod kątem współczynnika wykorzystania mocy, liczby będą kłamać. Jeśli w jednym roku zakład będzie pracował z wydajnością 60%, a w następnym 80%, szacunkowa produktywność gwałtownie wzrośnie. Nie musi to koniecznie oznaczać lepszej technologii czy wydajniejszej siły roboczej. To po prostu bardziej efektywne wykorzystanie istniejących zasobów. Niektórzy analitycy dokonują tej korekty. Inni pozostawiają tę opcję włączoną, co oznacza, że wydajność odzwierciedla wahania zużycia energii, a nie rzeczywistą poprawę wydajności.
Dochodzi jeszcze kwestia dóbr pośrednich. Są to materiały, energia i usługi zużywane w procesie produkcyjnym. W rachunkach dochodu narodowego wykluczają się one wzajemnie. Wyniki jednej branży stanowią wkład dla następnej. Dlatego też są one wyłączone z obliczeń wartości dodanej. Ale jeśli porównujesz produkcję brutto, należy je wziąć pod uwagę. A kiedy to robisz, mierzysz je w taki sam sposób, jak produkty końcowe: używając stałych wartości jednostkowych, aby wyeliminować zmiany cen.
Prawidłowe wykonanie obliczeń nie jest szczegółem technicznym. Na tym polega różnica między zrozumieniem rzeczywistej poprawy wyników gospodarki a obserwacją artefaktu statystycznego.
Dlaczego koniec XIX wieku zmienił matematykę dotyczącą bogactwa
Liczby zaczynają być interesujące około 1870 roku.
Przez dziesięciolecia wydajność pracy rosła niezwykle wolno. W Wielkiej Brytanii od około 1760 roku średni roczny wzrost wynosił około 0,5 procent. Stany Zjednoczone podążały podobną powolną trajektorią aż do okresu po wojnie secesyjnej. To była podstawa. Następnie krzywa zmieniła kierunek.
Pod koniec XIX wieku prym wiodą Europa Zachodnia, Stany Zjednoczone i Japonia. Wcześniej na czele znalazła się faktycznie Wielka Brytania. Spójrz na rzeczywisty produkt krajowy brutto (PKB) na przepracowaną godzinę :
- W krajach Europy Zachodniej i Japonii średni wzrost wyniósł 1,6 procent w latach 1870–1950.
- Stany Zjednoczone osiągnęły 2 procent między 1870 a 1913 rokiem.
- Stany Zjednoczone przyspieszyły do prawie 2,5 procent pomiędzy 1913 a 1950 rokiem.
Kanada, Australia i mniejsze kraje Europy Zachodniej wykazały podobne zakresy wzrostu. Tymczasem znaczna część reszty świata wciąż czekała na trwały wzrost realnego dochodu na mieszkańca.
Dwa procent brzmi jak grosze. Ale to nieprawda. Procent składany zwiększa produkcję ponad siedmiokrotnie w ciągu stulecia. To właśnie ten mechanizm leży u podstaw masowej ekspansji standardów życia w krajach uprzemysłowionych.
Co właściwie doprowadziło do tego przyspieszenia?
To nie był tylko jeden wynalazek. Był to zbiór zmian, które nastąpiły jednocześnie.
Silniki parowe i spalinowe zmieniły transport. Komunikacja telefoniczna i bezprzewodowa zrewolucjonizowała sposób przekazywania informacji. Wspólnie rozszerzyli handel, zarówno krajowy, jak i międzynarodowy. Brytyjski model wolnego handlu zachęcił inne kraje do liberalizacji, otwierając rynki, które były wcześniej zamknięte.
Zmieniły się także zachowania przedsiębiorstw. Duże firmy zaczęły celowo prowadzić programy badawczo-rozwojowe (B+R). Wynalazki przestały być dziełem przypadku, a stały się pozycją budżetową.
Edukacja dotrzymywała kroku. Powstały szkoły biznesu, w których nauczano zarządzania jako odrębnej dyscypliny. Wraz ze wzrostem dochodów na mieszkańca wzrosła stopa oszczędności. Ta wyższa stopa oszczędności napędzała inwestycje w nowe zakłady, sprzęt i rozwój zasobów naturalnych.
Poprawiła się wydajność rolnictwa. Zwiększyła się mobilność pracowników. Te dwa czynniki umożliwiły masowe skalowanie produkcji, co ostatecznie ustąpiło miejsca przemysłom usługowym, na których dziś polegamy.
Efekt kumulacji, przy rocznym wzroście wynoszącym od 1,6 do 2,5 procent, to nie tylko przypis historyczny. To podstawowe oczekiwanie każdej gospodarki, która chce uniknąć stagnacji. Jeśli Twoje portfolio, biznesplan lub plan kariery nie uwzględnia tego rodzaju długoterminowego łączenia, planujesz w świecie, który przestał istnieć w 1900 roku.
Jak globalna produktywność wzrosła po drugiej wojnie światowej
Epoka powojenna oznaczała ogromną zmianę w funkcjonowaniu gospodarek. W pięciu największych krajach uprzemysłowionych wzrost wydajności potroił się w latach 1950–1973 w porównaniu z poprzednimi ośmioma dekadami. Ten wzrost nie był zjawiskiem wyłącznie amerykańskim. W dwunastu innych krajach uprzemysłowionych realny PKB na osobę zatrudnioną rósł w tym samym okresie średnio o około 4 procent rocznie. Liczba ta była w przybliżeniu dwukrotnie większa niż liczba obserwowana w Stanach Zjednoczonych.
Potem nadeszły lata 70. Wzrost produktywności w pięciu największych gospodarkach spadł o prawie połowę. Spowolnienie było ostrzejsze w Stanach Zjednoczonych, gdzie w latach 1973–1979 wzrost gospodarczy praktycznie ustał (prawie do zera). Pod koniec lat siedemdziesiątych średnia w 12 krajach spadła do 2,2% rocznie.
Ale na tym historia się nie kończy. Po 1981 r. tempo wzrostu w Stanach Zjednoczonych znacznie przyspieszyło. Średnia dla 12 krajów w dalszym ciągu spadała, stabilizując się na poziomie 1,8%. Mimo to utrzymała się znacznie powyżej stopy amerykańskiej wynoszącej 0,8 procent rocznie.
Dlaczego nastąpiła konwergencja między krajami uprzemysłowionymi?
Z danych wyłonił się wyraźny wzór: kraje uprzemysłowione zbliżały się do siebie. W 1950 r. średni realny PKB na mieszkańca w 11 krajach uprzemysłowionych wynosił około 44 procent poziomu amerykańskiego. Do 1986 roku liczba ta wzrosła do prawie 80 procent.
To nie był przypadek. Istnieje znacząca ujemna korelacja pomiędzy poziomem wyjściowym a tempem wzrostu. Kraje najbardziej opóźnione w 1950 r. odnotowały najszybszy wzrost produktywności do 1986 r. Tendencja do konwergencji istniała przed 1950 r., ale znacznie się nasiliła w złotym ćwierćwieczu po drugiej wojnie światowej.
Okres powojenny stał się przełomem. Większość krajów spoza pierwotnej grupy krajów uprzemysłowionych zaczęła doświadczać znacznego wzrostu produktywności od około 1950 roku.
Fragmentaryczne dowody sugerują, że niski wzrost produktywności był normą w wielu z tych krajów przed 1950 rokiem. Po okresie bezpośredniej powojennej odbudowy większość z nich była w stanie zauważalnie przyspieszyć swoje osiągnięcia.
Które kraje odnotowały najszybszy wzrost produktywności?
Dane globalne pokazują pewną zbieżność w obrębie grup, ale nie w skali globalnej. Kraje o niskich dochodach charakteryzowały się najniższym tempem wzrostu produktywności. Najszybsze wskaźniki odnotowali eksporterzy ropy i stosunkowo uprzemysłowione kraje o średnich dochodach.
Gospodarki centralnie planowane opowiadają mieszaną historię. W latach 1950–1970 odnotowywały one ponadprzeciętne tempo wzrostu produktywności. Po roku 1970 wskaźniki te spadły poniżej średniej.
Jak polityka międzynarodowa napędzała powojenny wzrost produktywności
Globalny wzrost produktywności nie był przypadkowy. Odzwierciedlało to celowe przejście w kierunku myśli i procesu decyzyjnego internacjonalistycznego wśród krajów rozwiniętych.
Na tę zmianę złożyło się kilka mechanizmów:
- Utworzenie Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego przyczyniło się do powstania spółdzielczych stosunków gospodarczych i finansowych.
- Plan Marshalla, będący następstwem zimnej wojny, zapoczątkował masowe amerykańskie wysiłki mające na celu promowanie odbudowy i rozwoju gospodarczego w świecie niekomunistycznym.
- Plan obejmował utworzenie centrów produktywności w krajach członkowskich. Ośrodki te wysłały zespoły do Stanów Zjednoczonych w celu zbadania i ułatwienia transferu zaawansowanych technologii.
- Oprócz pożyczek z Banku Światowego i innych instytucji międzynarodowych zachęcano do udzielania pożyczek prywatnych za granicą.
- Utworzono regionalne stowarzyszenia branżowe, aby zmniejszyć bariery handlowe między członkami.
- Układ ogólny w sprawie taryf celnych i handlu (GATT) promował większą liberalizację handlu międzynarodowego.
W rezultacie handel światowy rósł jeszcze szybciej niż produkcja. Co najważniejsze, handel ten obejmował transfer zaawansowanego sprzętu i innych środków produkcji ze Stanów Zjednoczonych i innych krajów uprzemysłowionych. Transfery te przyczyniły się do wzrostu produktywności w krajach kupujących.
Mechanizm jest prosty: dostęp do lepszych narzędzi i technologii zwiększa produkcję na jednego pracownika. Powojenne instytucje umożliwiły ten dostęp na niespotykaną wcześniej skalę. To, czy korzyści utrzymają się, czy zanikną, zależy od czynników, których dane nie ujawniają w pełni. Jedno jest pewne: okres od 1950 do 1973 roku pozostaje anomalią we współczesnej historii gospodarczej.
Jak kraje rozwijające się poznały tajemnice przemysłowe
Przepływ wiedzy specjalistycznej nie zatrzymał się na granicach. Międzynarodowe korporacje, głównie amerykańskie, eksportowały do krajów odbiorców nie tylko pieniądze. Wnieśli umiejętności zarządcze, wiedzę techniczną i programy szkoleniowe, które kwalifikowały lokalnych specjalistów na stanowiska kierownicze. Licencje patentowe otworzyły kolejne drzwi. W miarę jak coraz więcej studentów z krajów rozwijających się wchodziło na amerykańskie uniwersytety, zwłaszcza na kierunkach biznesowych i inżynieryjnych, przywieźli oni tę instytucjonalną wiedzę z powrotem do domu. Stowarzyszenia zawodowe i czasopisma wspierały ten kanał transferu wiedzy.
Dlaczego Japonia i Europa zmniejszyły tę lukę
W latach 1950–1973 zmniejszyła się różnica w produktywności między Stanami Zjednoczonymi a innymi krajami uprzemysłowionymi. Siłą napędową była akumulacja kapitału. Japonia zaoszczędziła prawie jedną trzecią swojego PKB. Europa Zachodnia zaoszczędziła około jednej czwartej, dzięki przepisom podatkowym zachęcającym do oszczędzania. Stany Zjednoczone zaoszczędziły około połowę tego, co zaoszczędziła Japonia.
Ta nierównowaga miała znaczenie. Wyższe stopy oszczędności oznaczały więcej inwestycji prywatnych i publicznych. Średni wiek urządzeń i konstrukcji w tych krajach gwałtownie spadał. Handel wzrósł, umożliwiając firmom osiągnięcie korzyści skali. Siła robocza odpływała z sektorów o niskich dochodach, takich jak rolnictwo i samozatrudnienie.
Kiedy kraj oszczędza więcej, niż zużywa, tworzy kapitał fizyczny, który przewyższa konkurencję ze starszymi fabrykami.
Cena nadrabiania zaległości
W miarę jak inne kraje osiągnęły parytet technologiczny, dynamika uległa zmianie. Po roku 1960 nadrabianie zaległości w rozwoju stało się trudniejsze. Dlaczego? Bo transfer technologii z zagranicy jest tańszy niż rozwijanie jej od podstaw. Gdy kraj zbliża się do granicy technologicznej, musi inwestować we własne badania i rozwój (B+R). Te inwestycje są drogie. W rezultacie stopy wzrostu produktywności wykazywały tendencję do zbieżności.
Ta zbieżność nie jest porażką. Jest to matematyczna nieuchronność. Łatwe zwycięstwa wynikają z wdrożenia istniejących metod. Bardziej złożone zwycięstwa wymagają oryginalnych innowacji.
1973–1979 Szok wykonawczy
Spowolnienie po 1973 r. nie było cechą charakterystyczną tylko jednego kraju. To było niemal powszechne. Dwa szoki naftowe w latach 1973 i 1979 przyspieszyły inflację. Inflacja zmniejszyła zyski gospodarcze. Niższe zyski oznaczały niższe stopy oszczędności i inwestycji.
Kilka czynników strukturalnych zaostrzyło problem:
- Energochłonny sprzęt stał się przestarzały z dnia na dzień.
- Wzrost realnych wydatków na badania i rozwój uległ spowolnieniu.
- Tempo innowacji technologicznych spadło.
- Zmniejszyły się korzyści z przenoszenia siły roboczej między branżami.
- Czynniki demograficzne działały przeciwko wzrostowi. Zmieniająca się struktura siły roboczej pod względem wieku i płci zmniejszyła produktywność w krótkim okresie, szczególnie w Ameryce Północnej.
- W latach 70. XX w. zaostrzono regulacje rządowe w dziedzinie środowiska, zdrowia i bezpieczeństwa. Zasady te zwiększały koszty i nakłady bez proporcjonalnego zwiększania mierzalnego produktu.
Dlaczego Stany Zjednoczone podniosły się, a inne nie
W latach 80. Stany Zjednoczone odwróciły wiele z tych negatywnych trendów. Wzrost produktywności przyspieszył. Inne kraje uprzemysłowione nie odnotowały takiego odbicia. Różnica prawdopodobnie sprowadzała się do transferu technologii. Prawdopodobnie osłabł przepływ nowych metod i technik ze Stanów Zjednoczonych do innych rozwiniętych gospodarek.
W krajach rozwijających się o wystarczającej zdolności absorpcyjnej odnotowano dalszą poprawę. Nadal mieli pewne pole do wprowadzenia zagranicznych technologii. Dla nich granica była dalej. Koszt nadrabiania zaległości pozostał niski.
Nie ma powodu sądzić, że przewaga ta będzie trwała wiecznie, niemniej jednak utrzymywała się ona w okresie objętym badaniem. Kompromis jest oczywisty. Szybki rozwój osiąga się poprzez pożyczanie pomysłów innych osób. Wolniejszy i droższy rozwój wynika z tworzenia własnego.


























