Jak spirala płac i cen napędza inflację kosztową

11

Wszystko zaczyna się od prostej pętli sprzężenia zwrotnego, która może szybko wymknąć się spod kontroli. Pracownicy widzą wzrost cen. Żądają wyższych płac, aby utrzymać standard życia. Pracodawcy oczekują podwyżek. Potem przychodzi najtrudniejsza część. Aby pokryć te nowe koszty pracy, przedsiębiorstwa podnoszą ceny.

Jaki jest wynik? Samopodtrzymujący się cykl rosnących płac i rosnących kosztów.

Mechanizm ten jest główną przyczyną inflacji kosztowej. To nie jest tylko koncepcja teoretyczna. Jest to znaczne obciążenie ekonomiczne, które notorycznie utrudnia (niezwykle trudne) przerwanie tego cyklu. Gdy ceny rosną, pracownicy żądają więcej. Kiedy płace rosną, ceny znów idą w górę. Spirala zaczyna się kręcić.

Mechanika rowerowa

Podstawową przyczyną jest często rozbieżność między dochodami a kosztami utrzymania. Inflacja osłabia siłę nabywczą. Pracownicy czują presję w sklepie spożywczym i na stacji benzynowej. Negocjują ostrzej. Dołączają do związków. Trafiają do pracodawców z wyższą płacą.

Firmy stają przed dylematem. Muszą zatrzymać talent. Lub przyciągnij nowych pracowników. Dlatego podnoszą pensje. Jednak dla większości firm płace są znaczącym wydatkiem. Nie da się przejąć tych kosztów, nie przerzucając ich na innych.

Dlatego podnoszą ceny.

Konsumenci widzą nowe ceny. Żądają jeszcze więcej pieniędzy. Cykl się powtarza.

Dlaczego tak trudno jest przerwać ten cykl?

Gdy oczekiwania inflacyjne ugruntują się w gospodarce, spirala staje się lepka. Ludzie i firmy zaczynają działać w sposób wspierający ten trend. Pracownicy boją się utraty realnych dochodów. Pracodawcy boją się utraty marż. Obie strony zakładają, że to druga wykona pierwszy ruch.

Prowadzi to do inercji, którą banki centralne uważają za trudną do pokonania. Podnoszenie stóp procentowych może ochłodzić popyt, ale nie resetuje natychmiast dynamiki płac i cen. To wymaga czasu. Tymczasem koszty pożyczek rosną dla wszystkich.

Uszkodzenia są rozległe. Oszczędności tracą wartość. Firmy odkładają inwestycje. Konsumenci ograniczają wydatki. Jest to siła recesyjna ukryta pod postacią problemu wzrostu.

Prawdziwe konsekwencje

Obserwujemy to w różnych gospodarkach na przestrzeni dziesięcioleci. Klasycznym przykładem są lata 70. Stagflację napędzały szoki naftowe i żądania płacowe. Leczenie było bolesne. Wysokie bezrobocie stało się ceną za przerwanie spirali.

Dziś ryzyko pozostaje. Zakłócenia w łańcuchach dostaw mogą spowodować początkowe wzrosty cen. Niedobory siły roboczej mogą podsycać żądania płacowe. Składniki tam są. Pytanie brzmi, czy decydenci podejmą działania wystarczająco wcześnie, aby zatrzymać tę pętlę sprzężenia zwrotnego.

Czekanie, aż sytuacja sama się rozwiąże, rzadko wchodzi w grę. Inflacja, raz ustalona, ​​ma tendencję do utrzymywania się. Albo pogorszyć się.

Wybór jest oczywisty. Przerwij cykl teraz lub zapłać za to później. Koszt bierności jest zawsze wyższy.

Czy istnieje kompromis? Niektórzy opowiadają się za regulowanymi umowami płacowymi. Inni twierdzą, że powinniśmy pozwolić rynkowi decydować sam. Prawda jest taka, że ​​rynki nie zawsze korygują się szybko. A kiedy tak się stanie, konsekwencje mogą być poważne.

Spirala płacowo-cenowa nie jest nieunikniona. Ale jest to możliwe. A kiedy tak się stanie, potrzeba więcej niż kilku podwyżek stóp procentowych, aby naprawić szkody. Konieczna jest zmiana oczekiwań. Przerwa w obwodzie.

Do tego czasu presja pozostanie. Dla pracowników. Dla biznesu. O całej gospodarce.

Co się stanie, gdy spirala się zatrzyma? Zwykle dzieje się tak z powodu czegoś