Oryginalny model bezpieczeństwa Bitcoina działa. To ona zapewnia rozliczenia transakcji. Niesie jednak ze sobą problemy, których nie da się zignorować.
Dowód pracy pochłania ogromną ilość energii. Sieć marnuje energię elektryczną w tempie, które spotkało się z krytyką zarówno ze strony ekologów, jak i polityków. Nie chodzi tylko o rachunki za energię, ale także o ślad węglowy.
Kolejnym problemem jest prędkość. Transakcje mogą być opóźnione. Opłaty gwałtownie rosną, gdy sieć jest przeciążona. W codziennym użytkowaniu takie opóźnienia stają się przeszkodą nie do pokonania.
Istnieje również ryzyko centralizacji. Górnictwo wymaga specjalistycznego sprzętu i taniej energii elektrycznej, co faworyzuje dużych operatorów. Mali gracze są wypierani. W rezultacie powstaje sieć, w której kilku aktorów ma nieproporcjonalny wpływ.
A to prowadzi nas do zagrożenia atakiem 51%. To nie jest hipotetyczny scenariusz. To jest realne zagrożenie. Jeśli jedna grupa kontroluje ponad połowę hashrateu, może manipulować transakcjami. Może anulować płatności. Może wydać te same środki dwa razy. Mechanizm zaufania sieci jest niszczony.
Dowód pracy jest bezpieczny, ale cena tego zabezpieczenia rośnie.
Kompromis jest oczywisty. Otrzymujesz decentralizację i niezmienność. Tracisz wydajność i zrównoważony rozwój.
Czy jest lepszy sposób? Wielu ludzi go szuka. Obecny model nie jest uszkodzony. To po prostu staje się zbyt drogie. Dla niektórych zbyt drogie.

























